Dziś w Strasburgu podczas posiedzenia komisji śledczej ds. zbadania stosowania oprogramowania Pegasus i równoważnego oprogramowania szpiegowskiego służącego inwigilacji (PEGA) eurodeputowani przyjęli sprawozdanie końcowe i rekomendacje komisji ws. domniemanych naruszeń i niewłaściwego stosowania prawa Unii w odniesieniu do korzystania z Pegasusa i równoważnego oprogramowania szpiegowskiego. Kontrsprawozdawcą raportu z ramienia grupy EKR jest eurodeputowany PiS Dominik Tarczyński.
„Raport i rekomendacje komisji śledczej Parlamentu Europejskiego PEGA zostały napisane i zredagowane pod przyjętą od początku tezę: państwa, które są w UE prześladowane z powodu rzekomych niedostatków praworządności - czyli Polska i Węgry - nagminnie nadużywają oprogramowania szpiegowskiego w celu ograniczania wolności obywatelskich, zwalczania opozycji oraz budowy systemu autorytarnego” – twierdzi Dominik Tarczyński. Eurodeputowany uważa, że zarzuty związane z używaniem oprogramowania szpiegowskiego mają dowodzić, że trwająca od lat krytyka Polski i Węgier była słuszna, a linia przyjęta wobec nich przez UE jest właściwa, a nawet wymagająca jeszcze większego usztywnienia.
Drugą tezą sprawozdania, jak wskazał polski polityk, było założenie, że Unia Europejska powinna odgórnie regulować kwestie związane z procedurami, sposobem użycia oraz dozwolonym zakresem spyware. „Najlepiej, gdyby udało się jej zyskać możliwość wpływu na tę sferę działania, która - zgodnie z traktatami - leży w wyłącznej kompetencji państw członkowskich - czyli na sferę bezpieczeństwa narodowego” - powiedział.
Europoseł określił postawę Europejskiej Partii Ludowej (EPL) oraz grupy Tożsamość i Demokracja (ID), które teoretycznie powinny być przeciwne raportowi, jako kapitulancką i rozczarowującą oraz zauważył, że obie grupy starały się przede wszystkim osłabić krytykę wobec państw, takich jak Grecja, Hiszpania, Francja, czy Niemcy. Na stanowisko EPL, do której należą przedstawiciele PO, według Tarczyńskiego wpłynęła również chęć uderzenia w polskie władze - nawet za cenę rezygnacji z pryncypiów. Dlatego, jak zauważył kontrsprawozdawca, grupa EKR nie miała szans na „przebicie się” ze swoim krytycznym stanowiskiem.
Dominik Tarczyński wskazał, że omawiany raport jest bardzo nieścisły, w wielu kwestiach jednostronny oraz bazujący najczęściej na niepotwierdzonych przez niezależne źródła danych. Jednak najgorszą według europosła cechą sprawozdania jest nierówne traktowanie opisywanych państw, poprzez przykładanie różnych miar do tych samych (lub podobnych) zjawisk. „Takie same w gruncie rzeczy instytucje, procedury i zabezpieczenia dotyczące inwigilacji są - w zależności o kraju - traktowane bądź jako rzetelne i demokratyczne, bądź też jako autorytarne i przejawiające cechy zawłaszczania państwa przez partię rządzącą” – powiedział polski polityk i dodał, że przykładowo system polski, w którym do uzyskania zezwolenia na podsłuch konieczna jest zgoda sądu jest określony jako nierzetelny i niegwarantujący przestrzegania podstawowych praw jednostki, podczas gdy np. system francuski, w którym decyzja taka jest ściśle administracyjna i nie wymaga zgody sądu nie jest poddany niemal żadnej krytyce. Dodatkowo, jak mówił, tłumaczenia polskiego rządu w przesłanym do komisji liście, zostały całkowicie pominięte przez sprawozdawczynię.
„Jeśli chodzi o rekomendacje, to ich głównym założeniem i zarazem największą słabością jest teza, że państwa członkowskie nie radzą sobie z oprogramowaniem szpiegującym, dlatego należy opracować i wdrożyć na szczeblu UE szczegółowe przepisy dotyczące procedur użycia spyware. Przy tym wskazana tutaj podstawa prawna, (tj. rozdział 4 tytułu 5 TFUE "Współpraca wymiarów sprawiedliwości w sprawach karnych") wydaje się, z powodu swojej niskiej skuteczności i możliwości zablokowania, raczej słabym punktem wyjścia dla tak ambitnych zamierzeń” - powiedział Tarczyński wskazując, że szczególnie oburzający jest paragraf 27, w którym całkowicie i bez podania podstawy prawnej nakazuje się państwom członkowskim spełnienie określonych warunków w celu dalszego korzystania ze spyware. Jeśli chodzi o ogólny stosunek do kwestii suwerenności państw członkowskich w sprawach bezpieczeństwa narodowego, to mimo lekkiego złagodzenia w stosunku do pierwotnych zamierzeń nadal obecne jest utyskiwanie na fakt, że na szczeblu EU nie ma jednej definicji bezpieczeństwa narodowego oraz określonych reguł obowiązujących w tym obszarze.
„Jako EKR stanowczo odrzucamy takie podejście, stojąc na stanowisku, że UE nie powinna w żaden sposób ingerować w sprawy bezpieczeństwa narodowego państw członkowskich” – podkreślił Dominik Tarczyński.