Po zakończeniu negocjacji trójstronnych dotyczących unijnej Dyrektywy Antykorupcyjnej europoseł PiS Mariusz Kamiński, sprawozdawca-cień tego projektu, ocenił wypracowane porozumienie jako „rozwiązanie dalece odbiegające od obietnic i oczekiwań Europejczyków”.
Kamiński – inicjator i pierwszy szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego – podkreślił, że tekst dyrektywy w wielu obszarach oznacza wycofanie się z międzynarodowych standardów wyznaczonych przez ONZ, Radę Europy oraz OECD. Jednocześnie nie odpowiada na skandale korupcyjne, które w ostatnim czasie podważały zaufanie obywateli do instytucji UE.
"Europejczykom obiecywano przełom. Tymczasem efektem negocjacji jest dokument wypełniony sloganami, a nie konkretnymi rozwiązaniami. Parlament, Komisja i Rada po raz kolejny zadowoliły się podejściem 'business as usual', wprowadzając przepisy, które już istnieją w krajowych kodeksach karnych. Ten tekst nie wzmocni realnie walki z korupcją – także w instytucjach unijnych" – podkreślił Kamiński.
Kontrsprawozdawca EKR zauważył, że mimo wcześniejszych zapowiedzi, w porozumieniu zabrakło wiążących zasad przejrzystości dla komisarzy, europosłów oraz najwyższych rangą urzędników UE. Wskazał, że usunięto m.in. propozycje dotyczące obowiązkowych oświadczeń majątkowych, zwiększonej transparentności lobbingu, ograniczeń dotyczących „drzwi obrotowych”, zabezpieczeń przed konfliktami interesów oraz niezależnych mechanizmów kontrolnych.
Kamiński zwrócił uwagę, że po aferze Qatargate oraz po nowych oskarżeniach kierowanych wobec komisarza Reyndersa i byłego kierownictwa ESDZ, Europejczycy oczekiwali realnych zasad zwiększających integralność instytucji UE.
"Zamiast wzmocnienia przejrzystości, UE postanowiła zwolnić samą siebie z podstawowych obowiązków. Trudno będzie to wytłumaczyć opinii publicznej" – ocenił polityk PiS.
Europoseł wskazał, że wiele zapisów opiera się na nieprecyzyjnych pojęciach, takich jak „niedozwolony wpływ” czy „nienależna korzyść”, co – jego zdaniem – tworzy niepewność zamiast jasnych standardów. W kluczowych artykułach obowiązkowe wdrażanie przepisów zastąpiono formułami opcjonalnymi.
"Zamiast harmonizować w górę, dyrektywa harmonizuje w dół – do najniższych standardów w Unii, czyli dokładnie odwrotnie, niż oczekują obywatele" – zauważył.
Kamiński podkreślił również, że dokument nie wymaga powoływania wyspecjalizowanych, niezależnych organów antykorupcyjnych, zgodnie z zobowiązaniami wynikającymi z Konwencji Narodów Zjednoczonych Przeciwko Korupcji oraz standardów Rady Europy i GRECO.
Mówił, że ostateczny kompromis pozwala państwom członkowskim przekazywać zadania antykorupcyjne zwykłym jednostkom policyjnym, bez dodatkowych zabezpieczeń przed naciskami politycznymi.
"Jak skutecznie walczyć z korupcją w XXI wieku bez specjalizacji? To sprzeczne z międzynarodowymi standardami i pozbawia państwa realnych narzędzi" – ocenił.
Europoseł zwrócił uwagę, że takie podejście wysyła niewłaściwy sygnał państwom, które demontują niezależne instytucje antykorupcyjne, oraz krajom aspirującym do UE, takim jak Ukraina, gdzie Bruksela wymaga utrzymania silnych, wyspecjalizowanych agencji.
Dodał, że porozumienie łagodzi także regulacje dotyczące karania unijnych firm za przekupstwo zagranicznych urzędników. Ujęcie jurysdykcji jako opcjonalnej oraz dopuszczenie niskich, zryczałtowanych kar – zdaniem Kamińskiego – stworzy warunki do „forum shopping” i osłabi globalną pozycję europejskich przedsiębiorstw.
"To zachęci firmy do szukania najkorzystniejszych jurysdykcji i pozostawi Europę w tyle za światowymi standardami" – powiedział.
"Ten wynik trilogu oznacza polityczny odwrót w momencie, gdy Europa potrzebowała determinacji i wiarygodności. Kiedy przyszedł czas na działanie, instytucje się cofnęły. UE porzuciła swoje ambicje" – podsumował Kamiński, dodając, że dyrektywa nie zamknie luk ujawnionych przez Qatargate i nie wzmocni europejskiego systemu antykorupcyjnego.
Tekst dyrektywy trafi teraz do Parlamentu Europejskiego oraz Rady w celu formalnego zatwierdzenia.