Dziś w Strasburgu podczas sesji plenarnej europarlamentu miała miejsce debata nt. wolności zgromadzeń na Węgrzech. Głos w dyskusji zabrali europosłowie PiS Arkadiusz Mularczyk, Jacek Ozdoba oraz Tobiasz Bocheński.
Arkadiusz Mularczyk powiedział, że dzisiejsza debata powinna nosić inną nazwę. "Nie dotyczy bowiem wolności zgromadzeń, tylko wolności od oglądania publicznego obnażania się i deprawacji" – stwierdził.
W tym kontekście wspomniał o scenach, jakie miały miejsce podczas podobnej parady, która odbyła się zaledwie kilka dni temu w Warszawie, a w której uczestniczył niedoszły prezydent Polski Rafał Trzaskowski, który w trakcie kampanii prezydenckiej odcinał się ostro od ruchów LGBT, mając świadomość tego jak bardzo działania tego typu aktywistów są niepopularne. Europoseł wyjaśnił, że w paradzie udział brali m.in. półnadzy mężczyźni, "którzy w obecności dzieci wykonywali czynności, o których przyzwoitość zakazuje mówić na tej Sali", obecni byli także mężczyźni przebrani za karykaturalne wersje kobiet czyli tzw. drag queen. "Największą »furorę« zrobili jednak sataniści, w tym osoba przebrana za demona, którego rogi zastępowały imitacje nóżek abortowanego dziecka" - dodał.
"Pytam zatem, szanowna Komisjo, czy to są owe »europejskie wartości«, które próbujecie narzucać obywatelom państw członkowskich? Oczywiście narzucać tylko poza okresem przedwyborczym" – zastanawiał się Mularczyk.
Jacek Ozdoba podkreślił: "Bliski Wschód płonie, Ukraina płonie, mamy kryzys migracyjny, kryzys gospodarczy, nie mamy broni, a Wy debatujecie o tym, że Orban zakazał dzieciom uczestniczenia w paradzie, gdzie mężczyźni chodzą w stringach i w kagańcach". Polityk stwierdził, że "to chyba coś normalnego, że broni się dzieci przed deprawacjami".
"Zamiast koncentrować się na prawdziwych debatach, prawdziwych problemach, zajmujecie się czymś, co jest w Waszych głowach" – mówił Ozdoba i dodał, że nie widzi potrzeby żeby „debatować o czyichś preferencjach seksualnych”. Podkreślił, że Węgry broniąc najmłodszych przed takimi obrazami i negatywnymi bodźcami, zwyczajnie chcą zapewnić dzieciom prawo do rozwoju. Polityk PiS stwierdził, że „to jest temat zastępczy” i apelował, by zająć się "prawdziwymi problemami Europy, a nie głupotami".
Tobiasz Bocheński stwierdził, że "Lewica i eurokraci od lat robią w tej izbie cyrk w sprawie Węgier". "Znaleźliście chłopca do bicia bo nie podobają się Wam wyniki wyborów. Reprezentujecie neokolonialną pogardę dla ludzi o odmiennych poglądach. Wydaje się Wam, że macie jakąś legitymację, by pouczać narody Europy, co im wolno, a czego nie. Informuję Was: nie macie takiego prawa ani nawet legitymacji" – podkreślił polityk PiS.
Eurodeputowany uznał, że patrzenie na zarozumiałe i aroganckie tyrady wobec narodu węgierskiego, który ma tradycje wolnościową równie długą, jak Polska, czy Anglia, jest "nie do zniesienia". Przypomniał, że gdy Węgry były niepodległe, kwitła tam wolność - obowiązywała Złota Bulla z XIII wieku. "Lewicowi ideolodzy - zostawcie Węgry w spokoju" – apelował Bocheński.