Dziś w Strasburgu podczas pierwszego dnia marcowej sesji plenarnej europarlamentu miała miejsce debata na temat pakietu „Omnibus” – nowej propozycji KE dotyczącej zasad raportowania, która ma w założeniu ograniczyć biurokrację i uprościć zasady dla biznesu w UE. W dyskusji głos zabrali europosłowie Tobiasz Bocheński oraz Kosma Złotowski.
Tobiasz Bocheński mówił, że niemal wszyscy członkowie Parlamentu Europejskiego zgadzają się, że należy szybko zmienić kierunek, w którym zmierza Unia Europejska. "Komisja oraz wykreowana przez nią biurokracja generują więcej czasu spędzonego na bezczynności i pokonywaniu przeszkód, które zostały wymyślone w umysłach lewicowców" – stwierdził polityk PiS. Jak podkreślił, z powodu tego lekkomyślnego podejścia Europejczycy są w ogromnym niebezpieczeństwie, a UE przegrywa międzynarodowy wyścig z Chinami i USA, które z kolei rozwijają się szybciej, a ich gospodarki są bardziej stabilne i innowacyjne. "Przy tak nadmiernej biurokracji nasz kontynent stał się »chorym człowiekiem świata«. Pilnie potrzebujemy deregulacji naszej gospodarki. Musimy zerwać łańcuchy, które utrudniają nasz wzrost" – apelował polski eurodeputowany. Zdaniem Bocheńskiego proponowany przez KE pakiet Omnibus to krok we właściwym kierunku, choć bardzo niewielki. "To nie wystarczy. Inicjatywa Omnibus jest płytka" – uważa europoseł PiS zarzucając KE, że próbuje unikać podejmowania trudnych decyzji. "Potrzebujemy nowych deregulacji, które będą krzyczeć: cięcia, cięcia cięcia i jeszcze raz cięcia! Musimy wyrzucić wiele dyrektyw do kosza, tam gdzie ich miejsce. Przed nami dużo pracy, aby pozbyć się zbędnego ciężaru z naszej gospodarki" – mówił Bocheński konkludując, że propozycja Omnibus musi zostać zmieniona i rozszerzona.
Kosma Złotowski stwierdził: "Wspaniale, że kolejny już raz w ciągu ostatniego pół roku debatujemy, jak co miesiąc, o planach deregulacji i upraszczania w UE". Europoseł zwrócił uwagę na to, że Komisja w końcu mogła dać sobie sprawę z tego, "jak daleko odleciała w swoich pomysłach" i – jak stwierdził - lepiej by, jeśli musi ona działać, zajmowała się właśnie deregulacją i upraszczaniem przepisów, "a nie papierowymi słomkami czy przymocowywaniem zakrętek do butelek".
Polski polityk mówił, że temat debaty to wprawdzie “cutting red tape”, "ale jest jeszcze jedno, podobne hasło, również z kolorem w nazwie, które też należałoby w końcu uciąć". "Tym hasłem jest »green deal«" – wyjaśnił eurodeputowany zaznaczając, że to polityka klimatyczna jest największym obciążeniem UE. "Kiedy my tu debatujemy, to w moim okręgu, w Janikowie w powiecie inowrocławskim, koszt Zielonego Ładu płacą mieszkańcy, samorząd i pracownicy zakładów chemicznych, które za chwilę zostaną zamknięte, a co za tym idzie, cały łańcuszek przedsiębiorstw zostanie zamkniętych, ludzie utracą pracę, a cały powiat wkrótce będzie powiatem-widmem" – mówił o tragicznej sytuacji przedsiębiorstw w swoim okręgu.