Wczoraj w Brukseli miała miejsce zorganizowana przez europosła PiS, prof. Zdzisława Krasnodębskiego, konferencja pt. „Putin – poza wszelkim podejrzeniem?”. Jej celem było przypomnienie tematu katastrofy smoleńskiej w Parlamencie Europejskim po 13 latach od tamtych wydarzeń, zwłaszcza w zmienionym kontekście geopolitycznym wskutek rosyjskiej agresji na Ukrainę, a także w świetle zbrodni popełnianych przez Rosjan na okupowanym terytorium.
Wydarzenie otworzyła projekcja filmu pt. „Stan zagrożenia” przedstawiającego efekty dziennikarskiego śledztwa w sprawie przyczyn katastrofy polskiego samolotu Tu-154 na lotnisku Siewiernyj pod Smoleńskiem, w której śmierć poniosło 96 polskich obywateli na czele z Prezydentem Lechem Kaczyńskim. Po pokazie filmu odbyła się debata z udziałem jego reżyserki, Ewy Stankiewicz, a także członków podkomisji śledczej i rodzin ofiar. W dyskusji głos zabrali również posłowie do Parlamentu Europejskiego z Polski, Litwy i Łotwy reprezentujący różne grupy polityczne.
Prof. Zdzisław Krasnodębski zwracał uwagę na panujące w tej sprawie od wielu lat milczenie, w tym również w instytucjach międzynarodowych. W 2010 r. ówczesny polski rząd zgodził się, aby wyjaśnianie przyczyn katastrofy oddać w ręce Rosjan. Do tej pory jednak śledztwo to nie zostało zakończone, a czarne skrzynki i wrak samolotu nie wróciły do Polski. Co więcej, na temat samej katastrofy wypowiadano wiele kłamstw, które następnie były mniej lub bardziej świadomie powielane przez media i polityków na tzw. "Zachodzie". "Brak zdecydowanej reakcji takich organizacji, jak Unia Europejska, chociażby Parlament Europejski, czy NATO, sprawił, że wiele osób niedowierza, iż w sprawie katastrofy smoleńskiej są jakieś niejasności. I choć po tylu latach ciężko jest walczyć z nieprawdą na jej temat, naszym obowiązkiem, również wobec ofiar i ich rodzin, jest przełamać to milczenie" – podkreślał prof. Krasnodębski.
Ewa Stankiewicz skupiła się na wyliczeniu niedociągnięć po stronie Państwa Polskiego w przygotowaniu wizyty Prezydenta w Katyniu i sposobu prowadzenia śledztwa: "Zdjęto kamery z hangaru, gdzie samolot stacjonował w nocy z 9 na 10 kwietnia, wyłączono system odpowiedzialny za monitoring bezpieczeństwa na lotnisku VIP-owskim, z którego startowała ta delegacja, wycofano ochronę prezydenta RP – obowiązkową w takich sytuacjach – z lotniska w Rosji. W ślad za katastrofą samolotu mieliśmy katastrofę Państwa Polskiego pod rządami Donalda Tuska. Państwo abdykowało na każdym poziomie".
Glenn Jørgensen, członek Podkomisji do Ponownego Zbadania wypadku Lotniczego przy Ministerstwie Obrony Narodowej, starał się przybliżyć uczestnikom konferencji techniczne aspekty badania przyczyn katastrofy. Na podstawie analizy zdjęć satelitarnych z lotniska Siewiernyj, badań aerodynamicznych na wiernych modelach Tu-154 i zdjęć elementów wraku podważał oficjalne ustalenia w sprawie przyczyn katastrofy zawarte w raportach rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) i polskiej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (KBWLLP) pod przewodnictwem Jerzego Millera. Duński badacz krytykował oficjalne tezy na temat trajektorii samolotu podchodzącego do lądowania, uderzenia w brzozę jako przyczyny odpadnięcia kawałka skrzydła samolotu, czy stanu kadłuba maszyny w momencie uderzenia samolotu w ziemię. Jego zdaniem wszystkie te zarzuty obalają oficjalne ustalenia w sprawie przyczyn katastrofy z obu tych raportów i potwierdzają wersję mówiącą o wybuchach w samolocie na kilka sekund przed lądowaniem w Smoleńsku.
Głos w dyskusji zabrał również Grzegorz Januszko, ojciec tragicznie zmarłej w katastrofie 22-letniej Natalii, stewardesy na pokładzie prezydenckiego samolotu, a także posłowie do Parlamentu Europejskiego z Grupy EKR – Witold Waszczykowski i Jadwiga Wiśniewska – oraz Renew Europe – Ivars Ijabs i Petras Auštrevičius. W wypowiedziach podkreślano, że trudno jest oddzielić katastrofę smoleńską od wydarzeń ją poprzedzających – zwłaszcza rosyjskiej agresji na Gruzję w 2008 r. i roli, jaką odegrał wówczas prezydent Kaczyński – a także aktualnych bezprawnych i barbarzyńskich działań Rosjan na Ukrainie. Posłowie zwracali też uwagę na kompletną dysfunkcję polskiego aparatu państwowego w latach przed i bezpośrednio po katastrofie, za które do dziś w zasadzie nikt nie poniósł odpowiedzialności karnej czy nawet politycznej. Za największy błąd uznano oddanie śledztwa w ręce Federacji Rosyjskiej, co skutkowało nie tylko bezczeszczeniem zwłok ofiar, czy fatalnym pomyłkom przy ich identyfikacji, ale przede wszystkim ustawieniem Polski w roli petenta wobec dysponujących wszystkimi dowodami Rosjan, którzy od lat celowo uniemożliwiają rzetelne wyjaśnienie przyczyn katastrofy.