Dziś, podczas trwającej sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego w Strasburgu miała miejsce debata z udziałem szefa polityki zagranicznej UE Josepa Borrella na temat zagrożenia militarnego Ukrainy i ostatnich dyplomatycznych prób złagodzenia napięć między Rosją a Zachodem w sprawie Ukrainy. W dyskusji udział wzięli europosłowie PiS profesor Ryszard Legutko, Witold Waszczykowski, Anna Fotyga, Beata Szydło i profesor Zbigniew Krasnodębski. Debata plenarna odbywa się w okresie wzmożonej aktywności dyplomatycznej, mającej na celu złagodzenie groźby wybuchu wojny na wschodzie Ukrainy.
Profesor Ryszard Legutko wspomniał słowa śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, wypowiedziane w 2008 r., kiedy armia rosyjska wkroczyła do Gruzji - Dziś Gruzja, jutro Ukraina, potem kraje bałtyckie, a w przyszłości może Polska. "Niestety, te słowa nie tylko zapadają w pamięć, ale również brzmią proroczo" - stwierdził. Jak zauważył eurodeputowany, istnieje rozbieżność między wrażliwością polityczną Europy Wschodniej i Europy Zachodniej, ponieważ dla większości mieszkańców Europy Wschodniej imperializm rosyjski jest faktem, który zdeterminował i nadal determinuje ich istnienie, a dla mieszkańców Europy Zachodniej to po prostu wiadomości w mediach, dość nudna historia w odległym kraju, prawdopodobnie wymyślona przez jakichś politycznych fanatyków.
"Co gorsza, Rosja stała się obiektem głębokiej atrakcyjności dla wielu Europejczyków, a dodatkowo partnerem w polityce siły. Również partnerem w biznesie jak w głośnym projekcie Nord Stream, którego UE nie mogła i nie chciała zablokować" – powiedział polski polityk i wskazał, że nie bez znaczenia jest fakt, że byli kanclerze Niemiec i Austrii, byli premierzy Francji i Finlandii pracują dla rosyjskich przedsiębiorstw – i nie są to odosobnione przypadki, a typowe działania dużej części europejskiego establishmentu politycznego. "Nazywając rzeczy po imieniu - Europa jest słabym ogniwem na linii obrony przed rosyjskim imperializmem. Nic dziwnego, że Putin lubi poniżać europejskich polityków i odnosi w tym spore sukcesy. Ci politycy pragną pogodzić się z Rosją i chcą prowadzić z nią interesy jak zwykle. I dlatego de facto zaakceptowali aneksję Krymu" – mówił profesor Legutko i dodał, że ostatnie sygnały z Europy i spoza niej były dość mieszane, ale wiele mówi się uspokajająco o usztywnieniu europejskiej pozycji wobec Rosji. "Rzeczywiście, dziś rano słyszeliśmy wiele przemówień motywacyjnych UE. Jak trudne stało się to stanowisko – nie słowami, ale czynami – dowiemy się w nadchodzących tygodniach i miesiącach" – podsumował profesor.
Witold Waszczykowski zauważył, że od dawna, niestety bezowocnie, wielu z europarlamentarzystów nawołuje o kary dla Rosji za szantażowanie Ukrainy i części Europy. „Niestety, po wizycie kanclerza Scholza w Moskwie przestałem wierzyć, że takie sankcje nastąpią. Przestałem wierzyć też w znaczące wsparcie dla Ukrainy. Wysyłamy Ukrainie tylko wyrazy politycznej solidarności" - dowodził. Były szef MSZ wyraził jednak zadowolenie z faktu rozpoczęcia dyskusji o większej pomocy finansowej, zaznaczając jednak, że należy przejść do kolejnego etapu współpracy po Partnerstwie Wschodnim, które wyczerpało swoje możliwości.
Eurodeputowany przekonywał o konieczności otwarcia ścieżki do członkostwa w Unii Europejskiej dla Ukrainy, Mołdawii i Gruzji. Wskazał, że pierwszym krokiem może być przyłączenie tych krajów do Inicjatywy Trójmorza, w ramach współpracy w dziedzinie energetyki i infrastruktury transportowej. "Powinniśmy też otworzyć dalsze sektory i agencje unijne, a jako kolejny krok należy dokonać włączenia wspomnianych państw do wspólnego rynku, np. na wzór Szwajcarii" – powiedział Waszczykowski i dodał, że po spełnieniu kryteriów kopenhaskich, kraje te będą mogły zostać członkami UE. "Ekonomiczny sukces Ukrainy w Unii czyli pozytywny, alternatywny rozwój społeczeństwa postsowieckiego w UE to wielki przykład dla Rosjan i zmora dla Putina. Zgotujmy ten los Putinowi" – apelował.
Anna Fotyga opisała działania putinowskiej Rosji, polegające na wspieraniu czystek etnicznych, a następnie – rozumianego w wypaczony sposób - prawa do samostanowienia, prowadzeniu wojny hybrydowej, stosowaniu korupcji politycznej oraz szantażu energetycznego przeciwko Zachodowi, zabijaniu przeciwników, także na terytorium Unii. "Federacja Rosyjska to agresor, który w swojej propagandzie uzasadnia podejmowane działania nieistniejącymi zagrożeniami" - zauważyła.
Anna Fotyga podkreśliła, że Unia potrzebuje solidarności i determinacji. "Stoję u boku Ukrainy, wolnego społeczeństwa gruzińskiego, obywateli Białorusi" – podkreśliła polska polityk. "Parlament musi ponowić swój głos sprzeciwu wobec Nord Stream 2 i wezwać do jego wstrzymania. Bez żadnych warunków, które w tym niebezpiecznym czasie mogłyby wysłać zły sygnał i tylko rozmyłyby nasze stanowisko" – powiedziała Anna Fotyga.
Beata Szydło przypomniała, że Rosja leży bliżej Unii Europejskiej niż czasami zdają się pamiętać niektórzy politycy, nawet obecnie debatujący. "Putin jest bardziej bezwzględnym dyktatorem niż łudzą się ci, którzy próbują z nim robić interesy. Wykorzystuje bezwzględnie słabości, naiwność i brak odwagi w relacjach z nim" - podkreśliła.
Jak zauważyła była premier, nie można mieć złudzeń, że pozwalając na budowę np. Nord Stream II, czy uzależniając Europę od gazu rosyjskiego Unia nie poniesie konsekwencji. "Ten moment właśnie nadchodzi. Musimy być solidarni i zjednoczeni w swoich decyzjach" – powiedziała Beata Szydło wskazując, że UE ma obowiązek wspierania Ukrainy i pamiętania, że polityka Unii Europejskiej wobec Rosji musi być zdecydowana i jednoznaczna. "Tego potrzebuje dzisiaj Europa, tego potrzebuje dzisiaj Ukraina" – podsumowała eurodeputowana.
"Wejdą, nie wejdą? - takie pytanie zadawaliśmy sobie w Polsce w 1981 roku. Takie pytanie zadawali sobie Polacy w roku 1956. Gdy wchodzili, jak w 1920 roku, 1944 roku, mordowali nas i dusili wolność" – powiedział profesor Zdzisław Krasnodębski i zauważył, że znów zadajemy to pytanie w stosunku do Ukrainy. "Na szczęście tej nocy nie weszli. To nie znaczy, że niebezpieczeństwo zostało zażegnane i że to pytanie nie pojawi się znowu" – mówił. Eurodeputowany wyraził ubolewanie, że Unia i niektóre państwa członkowskie zlekceważyły rosyjskie zagrożenie, mimo wojny w Gruzji w 2008 roku, mimo wojny na wschodzie Ukrainy w 2014 roku.
Europoseł przypomniał, że Niemcy pod rządami Angeli Merkel inwestowały w Nord Stream II, uzależniając się w ten sposób coraz bardziej od gazu rosyjskiego. "Czy teraz Niemcy, Francja i cała Unia oprą swoją politykę na właściwej ocenie Rosji, jej politycznych tradycji i strategicznych celów?" – pytał profesor Krasnodębski.