Dziś w Strasburgu, podczas trwającej sesji plenarnej europarlamentu dyskutowano na temat skandalu „Dieselgate” i podejrzeń dotyczących powszechnego stosowania w pojazdach urządzeń ograniczających skuteczność kontroli emisji zanieczyszczeń. Głos w dyskusji zabrał europoseł PiS, prof. Zdzisław Krasnodębski.
Profesor Krasnodębski mówił o początkach tej afery i jej kontekście politycznym. Przypomniał, że sprawa dotyczy oszustwa na skalę globalną, które jednak nie spotkało się z odpowiednim zainteresowaniem Komisji Europejskiej oraz Parlamentu Europejskiego.
„Bo nie przypominam sobie gorących debat w poprzedniej kadencji” - zauważył. Jak mówił europoseł PiS, wielu oszukanych nie uzyskało żadnego odszkodowania, i nadal jeździ tymi wadliwymi samochodami, a odpowiedzialni za oszustwo nie zostali ukarani. „Być może powodem tego stanu rzeczy jest to, że przemysł samochodowy w Niemczech ma ogromny wpływ polityczny” - stwierdził prof. Krasnodębski, wskazując, że dotyczy to szczególnie koncernu Volkswagen, od którego się wszystko zaczęło. „Jak wiemy Dolna Saksonia posiada 20 procent akcji Volkswagena, a jej przedstawiciele zasiadali w zarządzie Volkswagena, wśród nich były kanclerz Niemiec, socjaldemokrata Gerhard Schröder” - zauważył. Ponadto prof. Krasnodębski zwrócił uwagę, że obecny prezes Federalnego Trybunału Konstytucyjnego, będąc posłem do Bundestagu, był partnerem w kancelarii adwokackiej, która doradzała koncernowi Volkswagen i reprezentowała go w aferze dieslowej. „Oszustwo tej skali oraz powiązania koncernów samochodowych ze światem polityki, jak i wiele innych skandali w Niemczech w ostatnich latach, najdobitniej świadczą o całym systemie politycznym i praworządności w tym kraju, który uchodzi przecież za wzór liberalnej demokracji. Lepiej było więc milczeć i zająć się praworządnością na przykład w Polsce” - skonkludował.